“What Katie Ate: Recipes and Other Bits and Bobs” Katie Quinn Davies :: recenzja

Autor : | 3 komentarze | On : Kwiecień 6, 2013 | Kategoria : Książki kucharskie

"What Katie Ate: Recipes and Other Bits and Bobs" Katie Quinn Davies

whatkatieate2Na bloga “What Katie ate” zaglądałam regularnie już od dawna i nie mogłam doczekać się, kiedy ukaże się Jej książka kucharska. Moje oczekiwania podsycił dodatkowo klimatyczny film zza kulis, który Katie udostępniła na blogu.

Doczekałam się – 28 lutego brytyjski Amazon rozpoczął  sprzedaż książki Katie Quinn Davies “What Katie Ate: Recipes and Other Bits and Bobs” . Jak się domyślacie kilka dni później kurier przekazał ją w moje ręce.

Muszę przyznać, że książka graficznie jest  małym arcydziełem, co  ma swoje plusy, ale też minusy, ale o tym za chwilę.

Vimeography error: Endpoint /videos/50224624/videos is not valid.

Zaczynamy od wstępu, w którym Katie przedstawia nam osobistą historię poszukiwania swojego miejsca, po przeprowadzce z Irlandii do Sydney w Australii. Spokój, spełnienie i radość odnalazła gotując i fotografując, co stanowiło ciekawe uzupełnienie dotychczasowego doświadczenia (Katie w Irlandii pracowała jako grafik). Muszę przyznać, że tej dziewczyny nie da się nie lubić… za to jaka jest, jak pisze, jak gotuje, a przede wszystkim za fotografie. Autorka przyznaje, że Jej kuchnia jest prosta, sezonowa, zaś posiłki gotuje głównie dla przyjaciół. Z rozbrajającą szczerością wyznaje, że gotować zaczęła po trzydziestce. W takim razie jest naprawdę zdolnym samoukiem :-).

Następnie czytelnik otrzymuje kilka podstawowych rad np. jak siekać cebulę, gotować z dodatkiem alkoholu, czy wyciskać sok z cytryn i limonek.

Przepisy podzielone zostały na następujące rozdziały: śniadania, lunche, sałatki, kanapki i drinki, kolacje, dodatki i sosy oraz na końcu desery.

Receptury są rzeczywiście proste i…pyszne. Moim ulubionym rozdziałem są sałatki. Autorka przyznaje, że  nie jest wielbicielką “króliczego”  jedzenia, dlatego Jej sałatki są treściwe, z  dodatkami ziemniaków, kaszy, czy komosy ryżowej. Koniecznie spróbujcie sałatki z komosy ryżowej i soczewicy ze szparagami, miętą i  serem haloumi, jest wyśmienita!

Książka jest pięknie wydana, na pachnącym, matowym papierze, w twardej oprawie. Dość duży format jest niewygodny. Zdjęcia mają specyficzny, retro charakter i tu pojawia się pewien problem…

Kiedy oglądam fotografie Katie mam pewien dysonans, bo z jednej strony są bardzo klimatyczne, z drugiej zaś razi mnie w nich…No właśnie co? Może zbyt racjonalnie do tego podchodzę, ale  kiedy zastanawiam się na tymi kompozycjami buntuję się przeciwko temu pozornemu bałaganowi na zdjęciu, który jak wiemy jest co do każdej kropli rozlanej oliwy zaplanowany. Te okruchy, ta sól rozsypana wokół  talerzy…Ok, to wygląda ciekawie, ale jest tak nierealne z punktu widzenia codziennego życia. Stare, zardzewiałe łyżki postrzępione materiały i wszędzie coś porozlewane.

Podobnie rzecz ma się z układem graficzny – jest świetny, bardzo estetyczny, zaplanowany z największą dokładnością, ale nieczytelny! Kiepsko  czyta mi się przepisy na tle z teksturą i do tego pisane różnymi, mało wyraźnymi  czcionkami w małym rozmiarze.

Te dwa aspekty: zdjęcia i grafika (do tego jeszcze niewygodny format) sprawiają, że książkę cudownie się ogląda, ale znacznie  gorzej się z niej korzysta. Pytanie zasadnicze jest takie, czy książki kucharskie robi się po to, aby ładnie  wyglądały na półce, czy, aby brudziły się w kuchni?

Ja jestem zwolenniczką “oszczędniejszej” formy i znacznie lepiej czyta mi się przepisy napisane czarną czcionką na białym tle, a może powinnam wybrać się do okulisty?

Dajcie znać co o tym sądzicie (nie o mojej wizycie u okulisty, a o książce oczywiście :-P)!

Print Friendly, PDF & Email
Share This Post!

Comments (3)

  1. posted by Martyna on 17 maja 2013

    Zdecydowanie żeby się brudziły! 😀 Książka kucharska, która cały czas leży na półce raczej nie zdała testu na dobrą książkę;)

  2. posted by lavendepearl on 6 czerwca 2014

    Zdjęcia i grafika bardzo mnie ujęły. W książkach kulinarnych liczy się nie tylko praktycyzm, ale też klimat. W końcu gotowanie to sztuka 🙂 Skuszę się na zakup, gdy tylko ukaże się polskie wydanie 🙂
    Osobiście polecam książkę Rachel Khoo o kuchni francuskiej, która prócz podniebienia cieszy też oko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *