“Ulubione warzywa Pana Wilkinsona” Matt Wilkinson :: recenzja

Autor : | 1 Komentarzy | On : Lipiec 11, 2013 | Kategoria : Książki kucharskie

"Ulubione warzywa Pana Wilkinsona" Matt Wilkinson :: recenzja

"Ulubione warzywa Pana Wilkinsona" Matt Wilkinson :: recenzjaPrzyznaję szczerze, że nie słyszałam wcześnie o Mattcie Wilkinsonie, choć to znany działacz Slow Food. Poznałam tego Pana, kiedy po raz pierwszy wzięłam do rąk „Ulubione warzywa Pana Wilkinsona”niezwykłą książkę kucharską, której jest autorem.

Przepadłam, jako czytelnik, fanka dobrego jedzenie, autorka bloga i dietetyk. To  książka w której(od początku do końca) można się zakochać, bowiem oddziałuje na wszystkie, ludzkie zmysły.

Najpierw dotykam okładki, piękna, gruba, TEKTUROWA oprawa, tłoczone napisy, matowe wykończenie. Nie wiem jak Wy, ale ja czasem łapię się na tym, że głaszczę okładkę – tak było i tym razem.

W środku znajdziecie niezwykle estetyczne opracowanie graficzne, ale bez przerostu formy, która utrudnia korzystanie z książki. „Ulubione warzywa Pana Wilkinsona” są czytelne, każdy przepis ma wizualnie wyodrębniony tytuł, liczbę porcji, składniki i sposób przygotowania. Czcionka jest odpowiedniej wielkości, wygodna do czytania.

Jak być może się domyślacie rozdziały książki to poszczególne warzywa, jak: brokuł, cukinia, pomidor itd. Każde warzywo zostało we wstępie do rozdziału krótko opisane. Znajdziecie tam informacje jak uprawiać, jak przygotowywać, jakie odmiany można wyhodować, kupić, zjeść. Rozdziały zawierają po kilka (przeważnie 3-4) przepisów. Powiecie mało! Niekoniecznie! Pan Wilkinson, jak pozwolę sobie Go nazywać opisał bowiem aż 24 warzywa!

Wśród nich znajdują się także te mniej popularne w Polsce jak fenkuł, czy pasternak. Bez obaw, w książce znajdziecie także poczciwą rzodkiewkę, ogórka, czy cebulę.

Matt Wilkinson ujął mnie za serce, po pierwsze dlatego, że już na pierwszej stronie dziękuje czytelnikowi za nabycie i korzystanie z tej właście książki kucharskiej. Drugim czynnikiem jest Jego podejście do posiłki. Matt bowiem wyznaje cudowną zasadę planowania dań począwszy od warzyw, a dopiero potem dobiera do tego mięso lub inne źródło białka oraz węglowodany. Czyli nie jestem na tym świecie sama!! 😆

Piękne wydanie, na matowym papierze. Świetne zdjęcia, utrzymane w wiejskim klimacie, ale bez nadmiaru stylizacji i „przypadkowych”, porozlewanych plam (które to doprowadzają mnie do szału). Całość uzupełniona ciekawymi grafikami. Na końcu miejsce na notatki.

Czy ja po czymś nie zapomniałam? Ach tak…miałam jeszcze przecież napisać, że dania z przepisów są przepyszne. Szczególnie polecam Broccolini z kaszą – mniam!

Ps: Małe uściślenie: to nie jest książka z przepisami tylko i wyłącznie wegetariańskimi.

Share This Post!

Comment (1)

  1. posted by Maja on 20 grudnia 2013

    Piękny jest Twój blog i z ciekawością go przeglądam. Książkę wyżej opisaną widziałam w księgarni i też mnie zachwyciła. Czekam na promocję i pewnie ją kupię w bardziej dostępnej cenie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *