Przygody kulinarne w Barcelonie – kilka słów o kuchni hiszpańskiej.

Autor : | 2 komentarze | On : Marzec 28, 2013 | Kategoria : Różności

Minęło już kilka dni od naszego powrotu z Barcelony i  powoli zaczynam tęsknić. Mój dzisiejszy post chciałabym poświęcić tematowi kuchni hiszpańskiej w oparciu o moje wrażenia z podróży

Tapas i paella

Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy i absolutnie mnie nie zaskoczyła to wszechobecne tapas (niewielkie hiszpańskie przekąski) i paella (potrawa oparta przede wszystkim na ryżu z dodatkiem szafranu i owoców morza). W turystycznym centrum Barcelony – okolice La Rambli (główny pasaż Barcelony) i Barri Gotic (piękna dzielnica gotycka) kelnerzy zewsząd nawołują nas do spróbowania tapas i paelli zachęcając do wstąpienia do restauracji. Jak to bywa jakość tych dań bywa różna – moimi faworytami były grillowane karczochy z szynką serrano, malutkie smażone rybki z solą i kanapka z pszennym pieczywem, świeżym tuńczykiem oraz grillowanymi warzywami (bakłażan, papryka, cukinia). Od razu pierwszego dnia naszła mnie refleksja, że większość kuchni europejskich z czegoś słynie, głośno to komunikując w miejscach najbardziej obleganych turystycznie – we Paryżu mamy sery, wino i foie gras, w Rzymie – pizza i pasta, a w Krakowie, nie mówiąc już o Warszawie znajdziemy wszystko- kuchnię włoską, indyjską, meksykańską, turecką, ale polskiej jak na lekarstwo. Tak szczerze- gdybyśmy mieli pochwalić naszą narodową kuchnię co Wam pierwsze przychodzi do głowy? Moim skojarzeniem jest kotlet schabowy i bigos – tylko, czy aby na pewno jest się czym chwalić? Ja nie twierdzę, że nasza narodowa kuchnia nie ma nic do zaoferowania, wręcz przeciwnie, na przełomie setek lat byliśmy kulinarną potęgą słynącą z różnorodności, ryb i wyszukanych przypraw (polecam lekturę „Historii polskiego smaku” Marii i Jana Łazińskich). Niemniej jednak okres wojen światowych i komunizmu sprawił, że wiele smaków, przepisów, receptur zostało zapomnianych. Przykre…

Bazar La Boqueria

Pierwszego dnia odwiedziliśmy najsłynniejszy bazar barceloński La Boqueria i szczerze powiem nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Śmiać, bo poczułam się jak w raju – mnogość kolorów, zapachów, gatunków uderzyła mnie i zachwyciła. Płakać, bo po pierwsze ¾ produktów jest niedostępnych w Polsce, a po drugie moja wiedza o większość z nich jest zerowa, wielu towarów tam dostępnych nie byłam i nie jestem w stanie nawet nazwać. Choć nie przepadam za owocami morza w La Boquerii wyglądają one niezwykle kusząco, pachną morzem (nie śmierdzą, jak to czasem w Polsce bywa), są jędrne, błyszczące, świeże. Niektóre – jak homary, kraby, krewetki próbują nawet uciekać, bo wciąż są żywe. Mnogość gatunków ryb powalająca.

barcelona11 barcelona29 barcelona21 barcelona27 barcelona19 barcelona26 barcelona18 barcelona25 barcelona23

Jako fankę karczochów ujęło mnie to, że warzywa te w postaci świeżej są dostępne na każdym kroku, podobnie jak małe, łagodne, zielone papryczki padron (podsmażane na oliwie dodawane są praktycznie do każdego dania głównego).

barcelona14

Bardzo fajnym rozwiązaniem są sprzedawane, gotowe do zjedzenia, pokrojone owoce w plastikowych kubeczkach z widelcami. Można kupić owoce mono (arbuz, ananas, mango, truskawki) oraz sałatki owocowe. W podobnej postaci sprzedawany jest kokos, a także wszelkiego rodzaju koktajle owocowe, które pysznią się przed nami obłożone lodem, aby zachować świeżość.

barcelona22barcelona12barcelona17 barcelona16

La Boqueria zaskakuje także ogromnym wyborem mięs. Nic tu się nie marnuje – żadne jelita, ozory, płuca. Spotkać można nawet całe głowy owiec bez skóry z gałkami ocznymi i zębami. Króliki, kaczki, czy gęsi oferowane są w całości, również z głowami. Co ciekawe, widok taki mnie nie obrzydza, a raczej w otoczeniu spożywczych, hiszpańskich skarbów bardziej ciekawi.

barcelona13 barcelona15

Bazar oferuje ogromny wybór oliwek, a także suszonych papryk wyeksponowanych w postaci konstrukcji przypominających grona.

barcelona24barcelona20

Szynka Jamon Serrano

Oddzielnym tematem związanym z kuchnią hiszpańską jest ich długodojrzewająca szynka surowa wytwarzana z całych udźców wieprzowych. Ciekawostką w Barcelonie są sklepy specjalistyczne oferujące różne gatunki tej szynki (u nas najbardziej znanym gatunkiem jest Jamon Serrano). Zastanawiało mnie jaka jest różnica między szynką hiszpańską długodojrzewającą za 20 euro, a tą za 140 euro za kilogram. Udaliśmy się zatem z mężem na degustację. Poprosiliśmy o szynkę słabego, umiarkowanego i  najlepszego gatunku. Wieczorem przy winie próbowaliśmy znaleźć różnice. Szczerze: wszystkie mi smakowały, ale:

  • Szynka najniższej jakości pachniała najintensywniej i była według mnie najbardziej słona, nie dała się też formować w ruloniki, raczej łamała się.
  • Szynka umiarkowanej ilości była moim zdaniem bardzo zbliżona do tej najtańszej.
  • Szynka najlepszej jakości i najdroższa (oczywiście) dawała się pięknie formować w ruloniki, miała delikatny zapach, była też jakby „aksamitna”, chyba delikatnie tłustsza.

Wniosek: ja mogłabym jadać nawet tą najtańszą :-).

Szynka Jamon Serrano jest w Barcelonie sprzedawana jako :”street food” w rożkach, do pogryzania w czasie długich spacerów wąskimi uliczkami.

W ogóle muszę przyznać, że w Hiszpanii przykłada się dużą większą uwagę do wędlin – chorizo, salami, jamon serrano – to dla Hiszpanów codzienność. Produkty te są przy tym dostępne w każdym supermarkecie (w wielu gatunkach, a nie tylko w sklepach specjalistycznych). Kanapka z szynką w Barcelonie prawie zawsze jest przygotowana z długodojrzewającej szynki, nie z napompowanej wodą i konserwantami.

barcelona6 barcelona2 barcelona1

Supermarkety

Gorzej jest natomiast w Barcelonie z pieczywem – dominują tam kiepskiego gatunku pieczywa tostowe oraz bagietki (bardzo szybko wysychają). Problemem są także produkty mleczne – niesmaczne i bardzo słodkie. Mój mąż tak bardzo tęsknił za kefirem, że postanowił poszukać sklepu z polskimi produktami i znalazł – tuż przy Sagradzie Familii – mógł się zatem cieszyć kefirem o smaku naturalnym :-).

W supermarketach można też dostać hiszpański fast-food – gazpacho (hiszpański chłodnik warzywny) w kartonikach, czy gotową tortillę do podgrzania (omlet z ziemniakami i innymi dodatkami jak warzywa i chorizo). No cóż, żywność przetworzona jest wszędzie.

barcelona5 barcelona4

Czekolada w Barcelonie

Jednym z punktów naszej wycieczki było Muzeum Czekolady (warto odwiedzić to miejsce, przystępnie i interesująco ukazana została światowa historia czekolady). Nie wiem czy wiecie, ale to właśnie w Barcelonie, w 1777 roku powstała pierwsza fabryka czekolady i to widać. Cukiernie oraz śliczne sklepy ze słodkościami można znaleźć co kilkadziesiąt metrów. Zaskakująco dobre okazały się pączki, lepsze niż polskie – puszyste, z lekkim nadzieniem budyniowym.

barcelona7 barcelona8 barcelona9 barcelona10 barcelona3

Restauracja L’Oliva

Na koniec chciałam opowiedzieć Wam o restauracji w której codziennie jadaliśmy obiady – za 12 euro otrzymywaliśmy 2 dania, deser i napój (ja zawsze brałam kawę, mąż herbatę). Muszę przyznać, że w Barcelonie jest problem z angielskim, trudno jest się czasem porozumieć, a w restauracji w której byliśmy kelnerzy nie rozumieli słów najprostszych takich jak „soup”, czy „tea”. Na szczęście część menu była przetłumaczona na angielski. Pierwsze danie przypomina to serwowane we Włoszech – były to (do wyboru) makaron, sałatka, albo zupa. Drugie danie już bardziej tradycyjne: pieczone ziemniaczki, papryczki padron, grillowany pomidor a do tego mięso/ryba i owoce morza.  Na deser świeże owoce, lody, czy crema catalana – hiszpański odpowiednim creme brulee. Codziennie w ofercie restauracji była zupa dnia, mięso dnia, ryba dnia oraz owoce morza dnia – to był najbezpieczniejszy wybór, zawsze świeże i super smaczne. Najlepszym daniem, którego spróbowałam była zupa z cieciorką, szpinakiem i wieprzowiną – bardzo aromatyczna i sycąca, za to mój mąż zachwycił się zupą rybną, kurczakiem w warzywach i ananasem z szynką jamon (odpowiednim melona z prosciutto). Muszę jednak przyznać, że nie jadłam tam nic niesmacznego :-). Polecam zatem restaurację L’oliva – koniecznie zajrzyjcie, gdy będziecie w Barcelonie.

www.restaurantloliva.es

Share This Post!

Comments (2)

  1. posted by Kasia on 12 lipca 2013

    Najlepsza paella jest w Walencji!! 🙂
    W Hiszpanii ciezko w dobry jogurt, w marketach dominuja jogurty calkowicie pozbawione tluszczu, ale z ogormna iloscia cukru. Nawet jogurty naturalne sa dosladzane. Moim zdaniem w Polsce jest o wiele bogatszy wybor i co najwazniejsze, przetwory mleczne w naszym kraju sa niebo smaczniejsze.
    No i nie maja tutaj serkow wiejskich 🙁

  2. posted by sajmon on 25 lipca 2016

    to jest zbyt nie humanitarne rąmbniente !! kretyni …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *