“Zamień chemię na jedzenie” Julita Bator :: recenzja

Autor : | 33 komentarze | On : Październik 13, 2013 | Kategoria : Książki kucharskie

"Zamień chemię na jedzenie" Julita Bator

"Zamień chemię na jedzenie" Julita BatorStrachy na lachy, czyli żywność samo zło!

Jeśli jeszcze nie oglądaliście dziś programu typu „Uwaga”, czy „Interwencja” lub chociażby „Faktów” i emanujecie siłą spokoju książka  Julity Bator „Zamień chemię na jedzenie” zmieni wasz nastrój i zagwarantuje nieprzespaną noc. Buuuu!

Bardzo mnie drażni, kiedy za pisanie o żywności zabiera się osoba nie mająca ani wykształcenia, ani doświadczenia w tym kierunku. Zazwyczaj takie pozycje charakteryzuje nieprzyzwoity miks faktów naukowych i pseudonaukowych, „poważnych” pojęć , kolokwializmów oraz osobistych doświadczeń. Osobiste doświadczenia nigdy nie powinny być przekładane na ogół, a autorka robi to nagminnie. Medycyna konwencjonalna miesza się z tzw „medycyną naturalną” i „medycyną ekologiczną” (cóż to za twór?)

Wychodzę z założenia, że książka, której celem jest pomóc w wyborze żywności, powinna…pomagać, a nie głównie straszyć. W książce Julity Bator poza bardziej lub mniej trafionymi poradami dominuje to drugie.

Zwróćcie uwagę już na sam tytuł „Zamień chemię na jedzenie”, który odwołuje się do emocji, a nie merytoryki. Nie ma czegoś takiego w nauce żywieniowej jak chemia, są substancje dodatkowe do żywności i bez względu na ich domniemaną szkodliwość takiej nomenklatury powinniśmy się trzymać.Generalnie poza straszeniem książkę można streścić w trzech zdaniach.

  • Wszystkie substancje dodatkowe są szkodliwe.
  • Kupujmy produkty wyłącznie ekologiczne, najlepiej prosto od producenta.
  • Wszystko róbmy samodzielnie.

Pytanie kto ma na to czas i pieniądze? Żyjemy w Polsce, gdzie żywność ekologiczna jest droższa o minimum 50%. Jednak nawet jeśli nas na to stać, nie wiem czy ktokolwiek znajdzie czas, aby zgodnie z poradami autorki (teraz będzie ciut bardziej szczegółowo):

  • kupować miód bezpośrednio w małych pasiekach
  • jajka (kur i strusie) wyłącznie od małych producentów, prosto od kury
  • mleko podobnie (od krowy, owcy, kozy)
  • warzywa, owoce, mięso tylko ekologiczne, najlepiej od zaprzyjaźnionego producenta
  • samodzielnie mielimy kasze i ryż na mąkę
  • wypieki przygotowujemy z mąki zmielonej bezpośrednio przed wypiekiem
  • słonecznik łuskamy samodzielnie
  • podobnie dynia – drążmy własnoręcznie
  • samodzielnie pieczemy chleb
  • samodzielnie robimy jogurt, kwaśne mleko, czasem twaróg i ser żółty, sporadycznie masło (częstotliwość podana za autorką)
  • jemy tylko samodzielnie robione przetwory oczywiście z warzyw i owoców ekologicznych kupionych bezpośrednio od producenta

Autorka pisze, że nie jest „kosmitką”, a jej system nie jest zero-jedynkowy? Tylko szczerze pytam, czy powyższe porady są pomocne dla statystycznego Polaka? Czy nie lepiej jest zadbać o to, aby przekaz książki był „złotym środkiem” i nauczał jak odnaleźć się we współczesnej rzeczywistości bez spędzania godzin na jeżdżeniu po produkty od producenta. Swoją drogą zastanawia mnie, czy autorka rzeczywiście stosuje się do swoich porad, czy tylko kreuje taki utopijny mikro świat na potrzeby książki.

Przytoczę tu pewną myśl Julity Bator. Otóż twierdzi ona, że woli mieć ortoreksję (została posądzona o to zaburzenie odżywiania przez znajomego) niż chorobę dieto zależną jak cukrzyca, czy niedokrwienna choroba serca.  Pokazuje to świetnie jej sposób myślenia i braki w wiedzy. Prawdą jest bowiem, że i jedno i drugie prowadzi ostatecznie do gorszej jakości życia i wcześniejszego zgonu. Ortoreksja to nie jest schorzenie neutralne, z pewnością nie takie, którym by się można chwalić. To zaburzenie, które prowadzi do stopniowego wykluczania wielu produktów, bo wszystko szkodzi, skutkiem jest głód, niedobory pokarmowe, wyniszczenie organizmu. Pani Julito, naprawdę? That’s what you want?

W książce spotkacie się także ze stwierdzeniami, że nie należy stosować plastiku, folii i puszek, a jedynie szklane opakowania – powodzenia! Dla chcącego nie ma nic trudnego – twierdzi autorka! Kuchenka mikrofalowa jest be, bo zmienia strukturę żywności – jak? co w tym złego? – nie zostało wyjaśnione.

Czytelnik dowie się także, że ugotowana do miękkości ciecierzyca to substytut słodkich przekąsek, a zamiast tortu orzechowego należy jeść orzechy, zamiast szarlotki jabłka. Proste nie? Tylko gdzie tu radość życia i realizm?

Jakby tego było mało, jeśli macie pupila domu nie kupujcie mu gotowej karmy – on też zasługuje na żywność ekologiczną i posiłki gotowane przez szanownych właścicieli. Tak! Jest na to osobny rozdział!

Zrezygnujcie z pszenicy, z mleka w zasadzie też… Mam wrażenie, że autorka nie ma za grosz krytycznego podejścia do tego co czyta i chłonie wszystko niczym gąbka. Gdyby sięgnęła po książkę „Nowoczesne zasady odżywiania” (Campbell) z pewnością odstawiłaby też pozostałe produkty białkowe. Tylko co jadłaby zarówno Julita Bator jak i jej rodzina?

Nawet neutralne składniki, substancje dodatkowe autorka neguje jako szkodliwe. Są wśród nich:  skrobia modyfikowana, kwas cytrynowy, kwas askorbinowy,  mleko w proszku, guma guar, czy mączka chleba świętojańskiego.

Mam dość teorii spiskowych (w tym kleiku ryżowym poza ryżem z pewnością coś jeszcze musi być!) i straszenia ludzi. Co ciekawe książka Julity Bator według informacji zawartych we wstępie była konsultowana merytorycznie przez doktora nauk chemicznych i magistra ochrony środowiska.  Sprawdzone merytorycznie informacje i realne porady dla czytelnika jakoś się jednak z tej książki ulotniły.

Print Friendly, PDF & Email
Share This Post!

Comments (33)

  1. posted by Iwona on 5 grudnia 2013

    Nie zgadzam się z opinią. Wg mnie Pani Julita w żaden sposób nie odwołuje się do emocji – chyba że swoich. Czerpie ze swoich doświadczeń. Ja, pomimo tego że nie wgłębiałam się nigdy w ten temat zawsze byłam skłonna sądzić że nie bez przyczyny mamy tyle alergii i nowotworów w dzisiejszym świecie naszpikowanym “substancjami dodatkowymi” (wg mnie słowo “chemia” jest jak najbardziej na miejscu)…Jej porady nie są dla “statystycznego Polaka”, czyli lubiącego narzekać na wszystko i na wszystkich oby tylko nie powiedzieć “to ja wybieram, to ode mnie jest zależne moje życie, moje zdrowie”. Jej porady są dla kogoś, kto pomimo trudności chce zadbać o siebie i swoja rodzinę. Po prostu – zauważyła coś, zaczęła zgłębiać temat i doszła do takich wniosków do jakich doszła… Wg mnie niestety producenci nie patrzą na to, żeby nie zaszkodzić ludziom, patrzą na zysk – i dlatego trzeba szybko i tanio (co niestety nie przekłada się na zdrowo, ale kogo to obchodzi…).

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 6 grudnia 2013

      Słowo chemia jest super nietrafione. Chemia to nauka, chemia to związki chemiczne budujące całe Pani ciało Pani Iwono, chemia to aminkowasy, chemia to kwasy tłuszczowe, chemia to także witaminy. Pani Julita pisze o substancjach dodatkowych do żywności. Bardzo to niemertyroyczne i nieprawidłowe nazywać je “chemią”.

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 6 grudnia 2013

      Jeszcze jedno, słowo “chemia” jest za to świetnym chwytem marketingowym, jak się postraszy chemią to sprzedaż będzie większa, tak więc również chodzi o zysk…

  2. posted by Kasia on 1 stycznia 2014

    Jedzmy tylko gotowe dania z supermarketów, pełne cukru, soli, tłuszczów nasyconych i wszelkich E. Na pewno nie dostaniemy cukrzycy, co za tym idzie nie oślepniemy albo nie amputują mam stóp. Od nadmiaru cholesterolu nie dostaniemy zawału.

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 2 stycznia 2014

      Pełna emocji i mało obiektywna wypowiedź.

      • posted by Lex on 5 czerwca 2017

        Bardzo nie trafiona recenzja książki. Jestem po lekturze i nie jest prawda że Pani Julita doradza sklepy Eco czy każe jeść surowe jabłka. Wspomina o umiarze i zasadach typu raz na jakiś czas. Ja jako dziecko nie jadłam codziennie batonów tortów i chipsów. Jadłam sezonowo. I to clue programu. Moje dzieci mają dostęp i do nowoczesności typu płatki Nestlé czy chipsy ale nie jest to podstawa żywienia. Gotujemy sami pieczemy mięsa i chleby ale bywamy w knajpach i MCD. Umiar i zdrowy rozsądek to przesłanie tej książki. I też nie że wszystkim się zgadzam ale Pani recenzja aż kipi od emocji co z drugiej strony krytykuje Pani u komentujących.

        Plusy książki: proste przepisy i porady.
        Minusy: trochę niezrozumiałego języka nie do końca jasne tabele

        Wykształcenie to nie wszystko. Znam wielu medyków i dietetyków którzy na alergie pokarmową niemowlaka przepisują rezygnację z karmienia piersią i mleko modyfikowane a na katar anyviotyk który jest równia pochyla do utraty odporności… I faktem jest ze w przypadku gdy karmienie jest niemożliwe – modyfikowane pozwala przeżyć i mamie i dziecku, oraz że ma bakterie anyviotyk jest lekarstwo… Jednak to co wyprawia ja “wykształceni” specjaliści wola o pomstę do nieba… A kończyli studia z wyróżnieniem o zgrozo matki ich słuchają…

        Jesteś tym co jesz – tak niewiele a tak dużo.

  3. posted by michał on 10 stycznia 2014

    Po lekturze książki nie zgadzam się w 100% zarówno z tezami Pani Julity jak i Pani. Kupując książkę Pani Julity jakich treści się Pani spodziewała? Tytuł Pani nie odpowiada biorąc pod uwagę, że Pani Julita to nie Stephen King tytuł został wymyślony przez Wydawnictwo żeby zwiększyć sprzedaż – co jest głównym celem wydania książki (choć nie koniecznie dla autora “z misją”). Ta książka to nie podręcznik do chemii organicznej ani rozprawa doktorska, gdzie każdą tezę trzeba bronić podpierając się suchymi “naukowymi” faktami (których i tak przeważająca większość czytelników bez stosownego wykształcenia i tak by nie zrozumiała) . Biorąc pod uwagę poglądy Pani Julity dot. żywienia to informacje które zawarła w książce pokrywają się z jej “wizją” zdrowego żywienia.
    To co można jej zarzucić to fakt, że chyba sama niezbyt zdaje sobie sprawę z “fantastyczności” niektórych swoich pomysłów. Najbardziej adekwatny z nich czy zastanawiała się jaką część każdego dnia stanowi przygotowywanie tego “zdrowia” w postaci mielenie, łuskanie, transport o dostawców, itp. Z prostego zadania jakim było sprawienie aby ludzie świadomiej nabywali i odżywiali się (przynajmniej w 3 na 10 sytuacji) książka stała się podręcznikiem jakiejś wydumanej krucjaty odległej od codziennego życia statystycznego Kowalskiego od lata świetlne.
    Sam mieszkam w małej miejscowości (ok. 10 tys. mieszkańców) zupełnie bez problemu kupię jaja o “szczęśliwych kur” nie znających klatki, miód bezpośrednio od pszczelarza, wędliny robione domowym sposobem, chleb pieczony na własnej mące, własne soki, dżemy na bazie owoców z mojego ogrodu i co z tego. Kura chodzi pod tym samym niebem co ja, spada na nią czystszy deszcz niż na mnie. Pszczoły latają do innej galaktyki na pola które nie widziały nawozów, trzoda z której robi się domowe szynki nie widziała antybiotyków i witamin wspomagających wzrost?. Nawet ziarna kupowane w centrali nasiennej są “szprycowane” (pewnie głównie po to żeby konieczne było stosowanie nawozów – inaczej nie urośnie, bo co chwilę jakieś choróbsko to powala). Do dżemów i soku dodaję cukier ze sklepu który też raczej nie łapie się w ekologiczne nurty Pani Julity.
    Jem w takim razie zdrowo czy nie? Faktem jest że nie wkładamy wysiłku podczas zakupów bierzemy zwykle co leci i jemy “co dają” albo to na co wystarczy czasu i chęci przy gotowaniu. Uratować się od tzw. “chemii” raczej nie możemy, ale zawsze możemy zmniejszyć ilość w tym co na co dzień jemy.
    Nie dajmy się też zwariować jeden fast-food na miesiąc z budki nikogo jeszcze nie zabił.

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 10 stycznia 2014

      Michale ciekawa wypowiedź. Moim zdaniem, każdy kto zabiera się za pisanie o zdrowiu, ma OBOWIĄZEK podawać informacje merytorycznie prawdziwe, choćby były trudne w odbiorze. Niejedno uproszczenie sprowadziło nas już na manowce, choć zbytnie utrudnianie też nie ma sensu. Tutaj znów obijamy się o złoty środek o którym pisałam w recenzji. Tytuł jest tworem wydawnictwa -owszem, ale w samej treści “chemia” przewija się równie intensywnie. Pytasz czy jadasz zdrowo? Nie wiem, czy jest ktoś kto ośmieli się udzielić odpowiedzi, niemniej jednak warto mieć poczucie, że robię co w mojej mocy, aby jeść zdrowo, ale moje życie nie kręci się tylko i wyłącznie wokół tego.

  4. posted by Kamila on 17 lutego 2014

    Ciekawa recenzja! Słyszałam o tej książce od kilku znajomych i rozważałam jej zakup, ale po Twoim wpisie trochę opadła mi ochota na jej lekturę 😉 Chciałabym sobie odświeżyć wiedzę na temat żywienia, aby dokonywać lepszych wyborów podczas zakupów (chociażby poprzez rozszyfrowywanie etykiet). Czy mogłabyś polecić jakąś dobrą, merytoryczną książkę na ten temat?

  5. posted by Ola on 5 marca 2014

    Zgadzam się z recenzją. Szczególnie uwielbiam jak “eksperci” za każdym razem podkreślają – “kupuj… najlepiej od zaprzyjaźnionego producenta” – ilu takich masz? Ja niestety jeszcze żadnego 🙂

  6. posted by Natalia on 18 sierpnia 2014

    Myślę, że człowiek, który dopiero zaczyna mieć jakieś problemy związane z jedzeniem (alergią pokarmową) zaczyna zwracać większą uwagę na to co je.

    Do wszystkiego trzeba podejść rozsądnie i nie trzeba zmieniać wszystkiego od razu 🙂 A jak się chce to – to można dużo zmienić 🙂

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 19 sierpnia 2014

      Ojj Natalio ja coś wiem na temat alergii pokarmowych :-(, męczę się z nimi od lat. Najgorsze jest to, że połowy polskich owoców nie mogę jeść w formie surowej – na wiśnie, czereśnie, nektarynki, jabłka, śliwki itd. tylko patrzę :-(.

  7. posted by ola m. on 4 września 2014

    hmm, odkąd urodził mi się alergik uczulony “na wszystko” zaczęłam zwracać uwagę na to, co leży na półkach. zaczęłam się zastanawiać dlaczego moje dziecko dostaje wysypki po dżemie 100% owoców a po moim domowym nie? dlaczego dostaje wysypki po zwykłym chlebie a po moim nieudolnie wyrzeźbionym nie? dlaczego ma alergię na marchewę i sporo innych z supermarketu a na ogórdkowe od dziadków nie? i tak pomału, pomału, bez względu na to, czy wydawało mi się to sensowne czy nie, zaczęłam stosować się do tych rad i nasze życie, a zwłaszcza życie mojego alergika stało się duuużo prostsze. a skutek uboczny dla mnie, ważę 10 kg mniej niż przed ciążą, nigdy w życiu organizm nie pracował mi tak jak teraz, pozbyłam się zespołu jelita drażliwego, którego rzekomo nie da się wyleczyć a jedynie załagodzić. dlatego mało mnie interesuje, czy osoby, które piszą takie książki mają “wiedzę” popartą dyplomem czy nie. ja sama stosuję większość z tych rad i nie interesuje mnie, czy rozumiem dlaczego działają, ale wiem, że odkąd pogodziłam się z tym, że 99,9% rzeczy z supermarketu szkodzą mojemu alergikowi i ich po prostu nie kupuję wszystkim nam żyje się lepiej. i mimo, że pracuję na etacie znajduję czas na robienie większości rzeczy sama, po jakimś czasie dochodzi się do takiej wprawy, że wszystko zajmuje mniej czasu niż pójście do sklepu czy czekanie na zamówioną pizzę.

  8. posted by ola m. on 4 września 2014

    odkąd stosuję aplikację e-food jeszcze dodatkowo wiem, jak wiele Ecośtam pogarsza samopoczucie alergików i dlaczego.
    może masz uczulenie na salicylany?

  9. posted by Iza on 12 października 2014

    A mnie książka bardzo się podobała i dzięki jej przeczytaniu, baczniej się przyglądam temu co jem.
    Nie traktując jej jednak jak wyrocznię. Pani Julita wielokrotnie w książce powtarza, że nie jest dietetykiem, a to co pisze to suma jej doświadczeń i jej “poszukiwań”, więc myślę, że każdy rozsądny człowiek weźmie to pod uwagę i wie, że nie jest to pozycja naukowa. Myślę, ze ta książka raczej nikomu nie zaszkodzi, ale już substancje o których pisze pani Julita potocznie zwanę “chemią” tak. Nie byłabym też tak krytyczna wobec tytułu. W nim jest tylko zastosowane to potoczne stwierdzenie i każdy wie o co chodzi.

  10. posted by mama on 17 października 2014

    Pani Barbaro, słyszała Pani kiedyś książkę pt. “Pokonaj alergię” Bożeny Kropka?
    Jestem bardzo ciekawa jaka byłaby Pani recenzja tej książki. Ja mam mieszane uczucia… Polecam się zapoznać. Pozdrawiam

  11. posted by M. on 11 listopada 2014

    Najgorzej, gdy do recenzji takiej ksiazki dopuszcza sie kogos kto ma w d…… co je i nie patrzy na to jak mu to szkodzi, bo dla kogos takiego liczy sie w jedzeniu przyjemnosc i realizm. Czlowiek ten jest albo ciemny (glupi) albo recenzje powyzsza napisal na zamowienie koncernow spozywczych. Sam niech sobie je co chce, ale niech nie krytykuje innych za to ze maja odwage przeciwstawic sie sztucznemu jedzeniu nafaszerowanemu chemia i znajduja czas aby przygotowac sobie zdrowy pokarm. Wmawianie Polakom, ze wcale nie jedza szkodliwych pokarmow to szczyt bezczelnosci. Tlumaczenie Polakom, ze powinni je jesc nadal, bo to daje im przyjemnosc, to zagranie oparte na zalozeniu, ze Polacy to bezmyslny narod, ktory dla zyskania czasu i przyjemnosci wola jesc g…….o chemiczne i zdychac z powodu chorob cywilizacyjnych tym g……m spowodowanych. W obecnych czasach proba przytlumienia wysokiej juz swiadomosci jak chemiczne sa produkty, ktore wkladamy do naszych ust, to jawne okazanie, ze recenzent ma czytelnika za idiote. Powolywanie sie recenzenta na to, ze w nauce zywieniowej nie ma pojecia “chemii”, rozbawilo mnie do lez. A widzisz, recenzencie, autorka ksiazki jest zwykla matka dzieci, ktora nie potrzebuje byc naukowcem ro spraw zywienia i wie co to jest “chemia” w pokarmie. I cala Polska to wie, wiec nie neguj tgo bezczelnie. Jesli zas do ciebie jeszcze nie dotarlo jak szkodliwa jest kuchenka mikrofalowa, to jestes glupszy niz sadzilem na poczatku. Mikrofalowka zabija w podgrzewanym pokarmie calkowicie wszelkie wartosci odzywcze, zamienia pokarm w toksyne. Nawet woda podgrzana w mikrofalowce staje sie toksyna. Znajdz sobie na youtube wywiad o tym z dr Leonardem Coldwellem i obejrzyj go tyle razy ile to bedzie potrzebn, zebys juz nigdy nie nie pomyslal, zeby cokolwiek podgrzac sobie czy swoim bliskim w tym urzadzeniu.
    Pytasz gdzie jest przyjemnosc i realizm w samodzielnym przyrzadzaniu sobie posilkow? Kupowaniu bezsposrednio od hodowcy, ogrodnika, sadownika itd.? Albo jestes smarkaczem, ktory jest z pokolenia masowej produkcji zywnosci dla czystego zysku, albo juz zapomniales, ze tak wlasnie nasi rodzice i dziadkowie zyli i odzywiali sie, dozywajac duzobstarszego wieku w zdrowiu. Realizm to jest to jak ty sobie uksztaltujesz swoje zycie. Nie wmawiaj wiec, ze nierealne jest zdrowe samodzielne przygotowywanie pokarmu, bo nie ma na to czasu, a gotowy pokarm jest dostepny w sklpach. Jedz sobie te chemie, jesli chcesz miec wiecej czasu, ale z pewnoscia niebmasz pojecia czym jest przyjemnosc z przygotowania wlasngo pokarmu, smacznego, pachnacego naturalnie, zdrowego, bez chemii. Slodycze kupowane mozna zastapic wlasnymi wypiekami itd. Cukier, ktory jest potwornie szkodliwy, mozna (trzeba) zastapic ksylitolem, ale nadal bedziesz mogl jesc ciasta i inne lakocie samodzielnie zrobione. A te wyprodukowane z chemia niech sobie jedza ci, ktorzy ja wyprodukowali.
    Masz glej zamiast mozgu, nie masz ogolnej nawet wiedzy o czym piszesz w swojej recenzji, jestes spaczony cywilizacyjnie do tego stopnia, ze dla ciebie nie istnieje juz zadna alternatywa ponad to po co mozesz siegnac w sklepie i wrzucic bezmyslnie do koszyka, a nastepnie do zoladka. Bo ty dzieki temu masz wiecej czasu w ciagu dnia, falszywa przyjemjosc i wydaje ci sie, ze to jest twoj autentyczny jedyny mozliwy realizm. Dla mnie taka ksiazka, jak “Zamien chemie na jedzenie”, w niczym nie jest straszeniem, bo ja jestem swiadomy tej chemii, do ciebie natomiast jeszcze nie dotarla ta “chemia”, dlatego nie jestes w stanie pojac, ze ja zresz na co dzien i ze ona cie zabija. I dlatego boisz sie tej ksiazki. Jestes bezwolna ofiara koncernow spozywczych, o czym nie wiesz badź wiedziec nie chcesz.
    Zal mi takich ludzi jak ty.

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 11 listopada 2014

      Publikuję ten komentarz, bo nie mam w zwyczaju cenzurować wypowiedzi. Każdy ma prawo do swojej opinii, a niech kultura tego komentarza wypowie się sama za siebie.

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 11 listopada 2014

      Mam jeszcze prośbę o podpisywanie się imieniem i nazwiskiem pod taką merytoryczną dyskusją, chciałabym wiedzieć kto ma mi tyle do zarzucenia.

  12. posted by majson on 6 stycznia 2015

    Polecam wszystkim czytanie ze zrozumieniem. Autorka recenzji nie neguje zdrowego odżywiania czy faktu, że wiele związków zawartych w jedzeniu jest szkodliwa. Jest przecież dietetykiem. Stwierdza tylko, że funkcjonowanie w zaproponowany przez autorkę książki sposób jest mało realny. I ja się z tym zgadzam. Nie mam możliwości i czasu, by piec chleb, robić jogurty i makaron codziennie. Mam wszystko pakować w szkło? Obiad do pracy też? Jak? Naprawdę wierzycie, że trzymanie przez godzinę czegoś w plastikowym pudełku powoduje raka? Jasne, nie wszystko jest zdrowe, wiele rzeczy szkodliwych, ale nie przesadzajmy. Ktoś tu mądrze napisał – co z tego, że kupione na wsi, ta same szkodliwe związki są wszędzie w ziemi i w powietrzu. Wierzycie, że ten “zaprzyjaźniony dostawca” nie używa chemii? Przecież rolnicy sami mówią, że w Polsce nie opłaca się tradycyjne rolnictwo. Trzeba podejść do tego rozsądnie. Tak, obecnie jest więcej alergii. Nic dziwnego,skoro karmimy dzieci dżemem ze sklepu zamiast naturalnymi owocami bądź dżemem zrobionym prze siebie. Sama robię przetwory, bo wiem wtedy co w nich jest. Jednak po owoce nie latam na wieś w poszukiwaniu eko moreli, tylko kupuję na targu u sprzedawcy, którym używa nawozów, bo inaczej robale zjadłyby plony. Mama alergika czuje się lepiej, bo zamiast czekolady i ciasteczek sięga po owoce. I tyle, nie ma większego znaczenia czy kupi je w markecie czy na eko bazarze. Z tym ksylitolem też by uważała. Yerba mate też miała być bolączką na wszystko a teraz się okazuje, że wywołuje nowotwory.
    PS. Ciekawy blog. Świetne recenzje, bardzo pomocne!

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 7 stycznia 2015

      Bardzo dziękuję za te słowa. Jest jednak na świecie ktoś, kto potrafi przyznać, tak jak ja, że utopia nie istnieje. Od razu mi lepiej w ten styczniowy, mroźny dzień :-).

  13. posted by Mary on 18 listopada 2015

    A znasz teraz jej najnowsza książkę? Święta bez chemii? Jestem ciekawa Twojej opinii na jej temat. Bo jest tu sporo przepisów, a takich życiowych związanych ze świętami i tym jak sobie poradzić z tymi 12 daniami bez chemii:)

  14. posted by Anna on 22 listopada 2015

    Rewelacyjna recenzja, jakbym ją sama napisała 😀
    Od jakiegoś już czasu modne zrobiło się straszenie WSZYSTKIM i już mnie to powoli irytuje. I nie wierzę, że są osoby, które np pracują (za naszą polską najniższą krajową), mają małe dzieci pod opieką i codziennie mają czas by zasuwać do “zaprzyjaźnionego” rolnika po świeże mleko i jajka, potem zdążą jeszcze upiec chleb, zrobić twaróg, może jeszcze ususzyć własne rodzynki do ciasta z własnoręcznie sklepanej mąki?
    Błagam.. Nie popadajmy w skrajności, to że ktoś kupuje jedzenie w sklepie, to nie znaczy że jest “spaczony cywilizacyjnie” jak to ktoś wyżej napisał.

  15. posted by Katarzyna Gil on 7 stycznia 2016

    Moje odczucia po przeczytaniu książki “Zamień chemię na jedzenie” były inne. Treści tam zawartych nie odebrałam jako straszenie, a bardziej jako próbę uświadomienia co tak naprawdę trafia na nasze kuchenne półki i stoły. Autorka wielokrotnie podkreśla, że opiera się na własnych doświadczeniach, zgrabnie wplata również odniesienia do oficjalnych raportów, rozporządzeń etc., i jasno stwierdza, że nie jest możliwa całkowita eliminacja szkodliwych substancji z jedzenia, ale możemy je skutecznie ograniczyć. Nie zauważyłam również, zarzucanego w recenzji, zato bardzo widocznego w tejże 😉 odnoszenia się do emocji. Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, dobrym stylem, bez egzaltacji i nadęcia.
    Kwestia tego co trafia na nasz stół jest oczywiście kwestią wyboru, i niestety, jeśli chcemy odżywiać się zdrowo, unikając tytułowej “chemii”, ten wybór będzie nas kosztował więcej czasu i trudu, przynajmniej na początku. Od kilku lat zmieniam swoje nawyki żywieniowe, zmiany wprowadzam stopniowo i to naprawdę procentuje. To, co kiedyś wydawało mi się stratą czasu(jak czytanie etykiet, czy robienie swojej mąki zamiast używania białej pszennej), jest teraz zupełnie normalnym elementem mojego życia. Dla osób, które dopiero zaczynają swoją drogę do zmiany sposobu odżywiania bardzo polecam tę pozycję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *