“Nigellissima. Włoskie inspiracje” Nigella Lawson :: recenzja

Autor : | 3 komentarze | On : Styczeń 31, 2013 | Kategoria : Książki kucharskie

Nigdy nie byłam wielką fanką Nigelli. Mój kontakt z nią ograniczył się do kilku odcinków programu „Nigella gryzie” oraz lektury „Nigelli ekspresowo” i na całe 4 lata zniechęciłam się do jej kuchni. Teraz postanowiłam zaryzykować, drogą prezentu urodzinowego otrzymałam „Nigellissimę”. Zachęciła mnie tematyka – kuchnia włoska – o tak! Pytanie, czy w wydaniu Nigelli?

Lekturę rozpoczynamy od zabawnego, po wskroś szczerego wstępu, w którym autorka otwarcie przyznaje, że ma w sobie tyle pokory, aby przyznać, że prezentowane dania nie są klasyczną kuchnią włoską, a raczej wariacją na temat, fuzją smaków włosko-angielskich. Wiele receptur w sposób zdecydowany odbiega od klasyki. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem, ale zawsze cieszyła mnie swoboda w gotowaniu, nie będę wielkim szefem kuchni, nie kroję cebuli równiutko, wolna interpretacja to dla mnie sedno domowej kuchni.

Zdjęcia oszczędne w przekazie, klasyczne, ładne, żadne tam „szaleństwo”. Świetnie uzupełniają tekst, nie dominują, nie giną, można rzec, że są bliskie ideałowi, choć nie są „innowacyjne” (czy to określenie dobrze pasuje do opisu zdjęć?). Mam jednak duży problem z okładką, coś jest z nią nie tak – grafik poszalał. Nigella została poddana tuningowi, zaś talerz makaronu, który trzyma w ręku wydaje się jakby nie z tego zdjęcia, jak dostawiony – to zdecydowanie najgorsza okładka spośród wszystkich książek Nigelli Lawson.

Przepisy podzielono na następujące kategorie: makarony, mięso i ryby, warzywa i przystawki, słodkości i Boże Narodzenie po włosku (duży plus za ten dodatkowy rozdział) . Wśród nich są takie, które pobudzają moje kubki smakowe i takie, które zupełnie mnie odrzucają. Mało jest takich, które są mi zupełnie obojętne. Bardzo smaczne mini zapiekanki makaronowe, makaronowe risotto, kotleciki jagnięce z miętą, czy zielone fasola z pistacjowym pesto. Zupełnie jednak nie przekonuje mnie pizza na mięsnym podkładzie, panna cotta z nutellą (niskiej jakości produkt zamiast dobrej czekolady?) czy kurczak pieczony ze skórką i tłustymi kiełbaskami (tzw. włoska pieczonka).

Książka wydana w twardej oprawie, na błyszczącym papierze.

Moje kolejne spotkanie z Nigellą uznaję za inspirujące. Czy udane? Skoro inspirujące to i udane – nowe pomysły, połączenia smakowe – tego nigdy nie za dużo.

Share This Post!

Comments (3)

  1. posted by favcook on 31 stycznia 2013

    Zgadzam się, że okładka jest jedną z najgorszych tym bardziej nie podoba mi się czcionka. Ale warto przeczytać i zapoznać się z przepisami. 🙂

  2. posted by gin on 1 lutego 2013

    Ja Nigelle lubię, i chciałabym sobie sprawić Nigellisimę – może, jak mi się domowy budżet podreperuje 😉

  3. posted by Martyna on 17 maja 2013

    Okładka faktycznie okropna… Ja Nigellę lubię, nie jestem jakąś wielką fanką, ale zawsze jak zrobiłam jakieś danie według jej przepisu było bardzo dobre:))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *