Kiedy wzbogacanie żywności staje się niebezpieczne (uwaga rodzice!)?

Autor : | 0 Komentarzy | On : Wrzesień 6, 2014 | Kategoria : Dieta i zdrowe żywienie

Przepraszam za długi post, ale temat poważny, warto poświęcić chwilę i przeczytać. Szczególnie, jeśli jesteś rodzicem lub kobietą w ciąży.

Pewnego wieczoru, do poduszki przeczytałam ważny i szokujący raport EWG – Environmental Working Group (ta sama organizacja tworzy rankingi – brudna dwunastka i czysta piętnastka) „How much is too much?” („ Jak wiele to za wiele?”) dotyczący niebezpieczeństwa wzbogacania żywności. Nie mogłam zasnąć i dlatego postanowiłam napisać ten tekst, aby zwrócić waszą uwagę na ten temat.

Raport ostrzega, że znaczna część populacji dziecięcej w Stanach Zjednoczonych narażona jest na nadmierne spożycie cynku, witaminy A oraz niacyny (witamina B3) wraz z produktami wzbogacanymi i suplementacją. Pod lupę wzięto przede wszystkim płatki śniadaniowe (1556) oraz batoniki (1025). Wnioski są porażające – 114 rodzajów płatków dostarczało 30 i więcej % RDA dla dorosłych dla witaminy A, cynku i niacyny; 27 batonów dostarczało 50 i więcej % RDA dla tych samych składników. Dlaczego to takie szokujące? Otóż okazało się, że 13% dzieci w wieku 2-8 lat spożywa nadmierne ilości witaminy A, 45% cynku oraz 8% niacyny – to grupa niestosująca żadnej suplementacji. Wśród najmłodszych stosujących suplementację wyniki te, wynoszą odpowiednio: 72, 53-84 oraz 28%!

Nie będę się w tym miejscu rozpisywać o szkodliwości nadmiernego spożycia witaminy A, cynku i niacyny. Chciałabym jednak przez chwilę skupić się na sytuacji w Polsce i wyjaśnić, dlaczego wzbogacanie może być niebezpieczne oraz podpowiedzieć jak kontrolować sytuację.

W Polsce najczęściej wzbogacanymi produktami są między innymi: napoje, płatki śniadaniowe, batoniki, margaryny. Z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej producenci wzbogacają wyroby w następujące składniki – niacyna (witamina B6), kwas pantotenowy (PP), witaminy B6, B2, B1, B12, witamina C, wapń, żelazo i kwas foliowy.  Z punktu widzenia możliwości przedawkowania są to dość bezpieczne substancje, bowiem mamy do czynienia z witaminami rozpuszczalnymi w wodzie, które wydalane są dość szybko z moczem i 2 składnikami mineralnymi – wapniem i żelazem, które rzeczywiście są niedoborowe w Polsce. Nie zmienia to jednak faktu, że „skumulowane” spożycie produktów wzbogacanych może doprowadzić do nadmiernego spożycia niektórych składników i, w efekcie, do negatywnych objawów.

Płatki zbożowe wzbogacane, na których skupił się raport reprezentują tzw. wzbogacanie polepszające. Z założenia dodatek witamin i minerałów ma zwiększyć wartość odżywczą produktu, ale niestety w mojej opinii to tylko narzędzie marketingowe wykorzystywane do granic absurdu. Tzw. oświadczenia żywieniowe np. „źródło 1o witamin”, „wysoka zawartość witamin” jedynie wprowadzają w błąd i tak już „skołowanego konsumenta”.

W całej tej sprawie na pierwszy plan wysuwają się dzieci szczególnie narażone na negatywne konsekwencje zbyt wysokiego spożycia składników wzbogacających. Maluchy mają bowiem niską masę ciała oraz przeważnie (głównie w wieku 1-3) mniej urozmaiconą dietę. Biorąc pod uwagę najmłodsze dzieci musimy jeszcze zwrócić uwagę, iż często do 3-4 roku życia podaje się im mleko modyfikowane – formuła junior (3 – po 12 m.ż; 4- po 24 m.ż), które także jest wzbogacane.

Szczególną uwagę na produkty wzbogacane powinny także zwrócić uwagę kobiety w ciąży, które koniecznie muszą wykluczać wszystko, co wzbogacone w witaminę A, której nadmierna może sprzyjać uszkodzeniom płodu.

Kolejną zagrożoną grupą są osoby starsze, które mają mniej sprawne organy wydalania –nerki i wątrobę.

Ryzyko zwiększa się znacząco, jeśli dodatkowo spożywamy suplementy, które często są przeładowane witaminami i składnikami mineralnymi. Jednocześnie musimy mieć świadomość, że przydatność tzw. multiwitamin jest znikoma, bowiem wiele związków wzajemnie rywalizuje w jelicie o wchłanianie.

Przyjrzyjmy się teraz „nieudolnemu” (to najdelikatniejsze słowo, jakie przyszło mi do głowy) znakowaniu produktów wzbogaconych:

Większość producentów odnosi się na opakowaniu do tzw. RDA (Recommended Dietary Allowances) – zalecane spożycie– pokrywa zapotrzebowanie ok. 97,5% zdrowych, prawidłowo odżywionych, dorosłych osób. Z tabeli wartości odżywczej dowiemy się, np., że porcja płatków zbożowych pokrywa 30% RDA dla niacyny. Zaznaczam, że ciągle mówimy o RDA dla osoby dorosłej, które jest zdefiniowane przez odpowiednie rozporządzenie ministra zdrowia. 30% RDA dla osoby dorosłej dla dziecka oznacza 100% pokrycie normy w wieku 1-3 oraz około 50-75% pokrycie normy dla starszych dzieci. To po pierwsze!

Po drugie – wielkość porcji podana na opakowaniu zazwyczaj jest zaniżana. Według producentów jednorazowo zjadamy 30 g płatków śniadaniowych. Badania pokazały, że dzieci (nie dorośli, bo Ci jedzą z pewnością jeszcze więcej) spożywają średnio około 40-60g płatków jednorazowo, czyli prawie 2 razy więcej. 2 razy więcej płatków 2 razy więcej substancji wzbogacających.

Po trzecie – producenci nie mają narzuconych w Polsce limitów wzbogacania i często dodają substancji wzbogacającej znacznie więcej niż założono z obawy przed stratami w procesie produkcji wynikającymi choćby z zastosowania wysokiej temperatury (większość witamin jest wrażliwa na wysoką temperaturę). Badania przeprowadzone na terenie Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej i Nowej Zelandii pokazały, że w niektórych produktach substancji wzbogacających może być nawet dwukrotnie więcej od deklarowanej ilości!

To wszystko składa się na mało optymistyczny obraz.

Dodajmy do tego jeszcze co raz to nowe doniesienia o negatywnym wpływie na organizm syntetycznych dodatków wzbogacających i suplementów, aby przepełnić czarę goryczy. Wystarczy przypomnieć słynne badanie w którym syntetyczny beta-karoten zamiast działania antynowotworowego wykazał działanie promujące powstawanie komórek rakowych. Badanie w trybie pilnych zostało przerwane.

Co nam pozostaje? Czytać etykiety i unikać żywności wzbogacanej – nie ma w niej żadnego bogactwa. Prawdą jest zaś, że najczęściej produkty wzbogacane są także tymi o najwyższym stopniu przetworzenia.

Jeśli już decydujecie się na produkt wzbogacony i chcecie go podać dziecku, sprawdzajcie, czy % RDA dla składników wzbogacających nie przekracza 20%.

Pamiętajcie także, że oznaczenia RDA i GDA (więcej o GDA tutaj: http://www.pfpz.pl/index/?id=7d2a383e54274888b4b73b97e1aaa491) dotyczą osób dorosłych (w przypadku GDA dorosłej kobiety), dlatego nie można ich bezpośrednio przekładać na dzieci.

Pełen tekst raportu: http://bit.ly/1ojWyc7

Share This Post!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *