“Dieta bez diety, czyli jak schudnąć przy okazji” Praca zbiorowa, wyd. Fundacja Pro-Test :: recenzja

Autor : | 7 komentarzy | On : Kwiecień 7, 2014 | Kategoria : Dieta i zdrowe żywienie, Książki kucharskie

okladka.inddTa recenzja będzie o tym, że mniej znaczy więcej oraz, że to, co wydaje się najłatwiejsze w rzeczywistości jest najtrudniejsze, ale od początku…

Założeniem książki „Dieta bez diety” jest pokazanie jak za pomocą małych zmian doprowadzić do trwałego spadku masy ciała bez stosowania sztywnych zasad i dużych restrykcji, jednym słowem – bezboleśnie. Brzmi zachęcająco? Zaznaczam jednak, że to nie jest propozycja dla osób, które szukają sposobu na stracenie 10 kg w miesiąc (zresztą nie wiem, czy przy takim podejściu ktokolwiek jest w stanie rozsądnie pomóc). „Dieta bez diety” to strategia na długie lata.

Znaczną część książki stanowią wizualne (duże zdjęcia) porównania produktów z podobnej grupy i/lub o zbliżonym zastosowaniu. Prawa strona, oznaczona na zielono, to produkt korzystniejszy w danym zestawieniu, po lewej zaś znajduje się ten, którego warto unikać (kolor czerwony). Zasada jest prosta – pokazywać takie porównania, które mają sens, a nie bezużyteczne, w stylu: lubisz chrupać ciasteczka zastąp je marchewką (z przykrością stwierdzam, że wielu dietetyków ma takie podejście).  Dokując dobrych wyborów, za pomocą małych zmian, często niezauważalnych dla żołądka i psychiki (!), jesteś w stanie wpływać znacząco na swoją masę ciała. Dowód? 100 gramowy pączek to 415 kcal, 100 gramowa porcja sernika na zimno z owocami to 145 kcal, dokonując takiej zamiany „oszczędzasz” 270 kcal. Jeśli zrobisz tak tylko dwa razy w tygodniu, to w ciągu roku możesz stracić nawet 4 kg! W ten sposób, bez uszczerbku na smaku, jesteś w stanie „oszczędzić” znacznie więcej i w konsekwencji więcej schudnąć, bez diet cud (które jak wiadomo nie istnieją).

Bardzo podoba mi się to, że w „Diecie bez diety” skupiono się na jedzeniu, na produkcie, na daniu, a nie na składnikach pokarmowych i odżywczych. Mówienie wyłącznie o składnikach doprowadziło nas do tego, że nie myślimy o jabłku jak o zdrowym produkcie, a jak o źródle rozpuszczalnego błonnika pokarmowego. Gubimy się w „modach” na błonnik, kwasy omega-3, probiotyki i producenci to wykorzystują. Czy płatki śniadaniowe, które zawierają 40% cukru, ale zostały wyprodukowane z dodatkiem otrąb staną się „zdrowsze”? Wątpliwe!

„Dieta be diety” pokazuje wizualnie, intuicyjne – dobry wybór, zły wybór – patrz i zapamiętaj, bez skomplikowanych teorii. Pod każdym porównaniem znajdziecie krótkie wyjaśnienie, dlaczego tak, a nie inaczej. Warto je przeczytać, ale to tylko dodatek, ciekawostka, najważniejsze widać gołym okiem.

Porównania pogrupowano tematycznie na produkty śniadaniowe, obiadowe, kolacyjne, napoje i jedzenie w drodze (moim zdaniem to najlepszy rozdział, bo poza domem gubimy się najczęściej). Zestawień produktowych jest naprawdę sporo, niektórymi będziecie zaskoczeni.

Prawdziwe perełki kryją się jednak między porównaniami, a są nimi krótkie teksty edukacyjne napisane przyjemnym, lekkim językiem, które zdradzają triki do codziennego stosowania dotyczące np. pór spożywania posiłków, zakupów spożywczych, metod przygotowywania posiłków.

Zestawienie porównań produktów z tekstami edukacyjnymi daje wam w zasadzie wszystko, czego potrzebujecie, aby zmienić nawyki żywieniowe. Całość wydana w poręcznym formacie i małej objętości, co czyni książkę dużo lżej strawną, do tego przystępna cena (19,90).

Nie byłabym sobą gdybym nie znalazła mankamentów, ale ze spokojnym sumieniem możecie powiedzieć „czepiasz się”. Nie podobają mi się zdjęcia z product placement, są słabo zmontowane. Product placement nie wpływa jednak na treść – to bardzo ważne.

Jako dietetyk zmieniłabym jedną rzecz. W „Diecie bez diety” często pada stwierdzenie: „oszczędzasz” 300 kcal, 250 kcal mniej itd…Nie jest dla mnie jasne, czy te 300 kcal mniej dotyczy porównania 100g pokazywanych produktów, zwyczajowo przyjętej porcji, czy może porcji takiej jak pokazana na zdjęciu. Warto byłby w takim przypadku tuż obok produktów napisać/oznaczyć wartość kaloryczną dla 100 g/ 100 ml i dla średniej porcji, wtedy czarno na białym byłoby widać owe ”oszczędności”.

Wracając do pierwszego zdania tej recenzji – „Dieta bez diety” pokazuje, że nie trzeba 1000 stron drobnym maczkiem, by wydać wartościową książkę o żywieniu. W tym przypadku mniej znaczy więcej! Książka jest też dowodem na to, iż najprostsze zmiany są w stanie dać super efekt, a co w tym trudnego…cóż, po prostu trzeba je wprowadzić w życie. Dacie radę?

Print Friendly, PDF & Email
Share This Post!

Comments (7)

  1. posted by LadyYoung on 3 lutego 2015

    Świetnie, właśnie zastanawiałam się czy kupić książkę i teraz wiem, że warto. Zdjęcia nieraz bardziej trafiają do nas niż suchy tekst. 🙂 Pozdrawiam 🙂

  2. posted by ljb on 19 lutego 2015

    Jak dla mnie ksiazka porazka – zamiana krowek na zelki? Jak takie informacje maja Ci pomoc schudnac?

  3. posted by ggg on 18 marca 2016

    Książka nie warta nawet 1zł. …nic nie wnosi. …brak lub bardzo mało przepisów i głównie reklamy

  4. posted by danashop.ru on 25 kwietnia 2016

    “Dieta bez diety” pokazuje, jak odroznic pelnowartosciowe produkty, ktore sprzyjaja szczuplej figurze, od tych dla niej niekorzystnych .

  5. posted by Alicja on 21 sierpnia 2016

    Książkę posiadam i przeczytałam. Jednakże jest w niej kilka rzeczy do których mam pewne zastrzeżenia. Autorzy pokazują którą opcję lepiej wybrać i tu jest kilka mankamentów: na przykład tam gdzie porównują ciasta. Mogę się mylić ale ciasto kupione w piekarni jest leprze od ciasta w proszku który to proszek zawiera bóg wie co ? I co z tego że dodamy fasole. Albo że żelki które w większości są cukrem i pewnie składnikami chemicznymi ( bo podobno zawierają owoce) są leprze niż krówki ? Podobnych przykładów mogę jeszcze podać kilka. Nie jestem dietetykiem ale od odchudzaniu i odżywianiu wiem sporo dla tego nie potrafię ślepo wierzyć w takie mądrości.

    • posted by Barbara Dąbrowska-Górska on 22 sierpnia 2016

      Alicjo masz rację, choć sądzę, że głównym założeniem książki jest pokazywanie złotego środka, bez utopijnych założeń, na zasadzie jak już musisz to wybierz to i to, ale nikt nie twierdzi, że żelki są super zdrowe.

  6. posted by Kinga on 28 marca 2017

    W końcu skusiłam sie na książkę i ja. I… nie żałuję! Świetnie podana, przydatna wiedza dla każdego, kto chce schudnąć, ale nie stosować diet i jeść to, na co ma ochotę. A efekty już są!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *